Bolączki tłumacza symultanicznego i… Donald Trump

Aktualności | | |
Donald_Trump_by_Gage_Skidmore_2

Wielu tłumaczy symultanicznych powtarza, że aby z powodzeniem tłumaczyć przemawiającą osobę, należy niejako „zacząć myśleć tak jak ona”. Kiedy tłumacz z pewnym wyprzedzeniem wie, kogo przyjdzie mu tłumaczyć, może się do tego zadania przygotować: posłuchać poprzednich wystąpień osobistości, poobserwować nagrania z jej udziałem. Poznać jego ulubione słowa, sposób konstruowania zdań, ton wypowiedzi. Gorzej, gdy postać jest zupełnie nieprzewidywalna. Gdy z każdą kolejną przemową przyjmuje inną twarz. Albo mówi nieskładnie, w skomplikowany sposób. Na przykład tak, jak nowy prezydent Stanów Zjednoczonych.

O Donaldzie Trumpie wciąż się mówi, że jest kontrowersyjny i porywczy, że ciągle zaskakuje i niczego nie można się po nim spodziewać na sto procent. Potwierdzają to zwłaszcza ci, którzy pracują nad tłumaczeniem wypowiedzi Trumpa na inne języki świata.

Temat został poruszony na gruncie francuskim. Jedna z tłumaczek tego języka stwierdziła, że prezydent „często zaczynając swoje przemówienie, sam do końca nie wie, dokąd go ono zaprowadzi”. Zwykle trudno jest dociec, co Donald Trump tak naprawdę chce przekazać, więc trudno jest „wejść w jego skórę” i „zacząć myśleć jak on”. Nawet rodzimi użytkownicy angielszczyzny przyznają, że mają czasem problem ze zrozumieniem przekazu Trumpa!

W tym przypadku praktycznie nie występują typowe dla tłumaczy symultanicznych problemy: z bogatym czy skomplikowanym słownictwem i pokrętną składnią. Trump stosuje te same, utarte przez siebie frazy, powtarza zwroty, a to jest łatwe do tłumaczenia. Jednak tylko na polu struktury. Bo gdy pod uwagę weźmie się logikę… „To tak jakby miał w głowie pewne grupy zagadnień, z których dobiera zdania nie dbając o to, by łączyły się w jakiś logiczny sposób” – stwierdza wspomniana tłumaczka.

Problemy tego rodzaju są zdecydowanie częstsze, gdy tłumaczenie przebiega od mniej uporządkowanego języka, do języka o ściślejszych regułach gramatycznych. Taka relacja jest właśnie między angielskim i francuskim. Teoretycznie mniejsze problemy powinien mieć tłumacz języka szwedzkiego czy innego języka z rodziny germańskich, bo są one nieco podobne do angielskiego. W ciągu najbliższych czterech lat będziemy mieli wiele okazji, by sprawdzić prawdziwość tej tezy.