Czy opłaca się być tłumaczem literatury?

Aktualności | | |
calculator-385506_960_720

Coraz mniej czytamy… Książki są coraz droższe… Preferujemy przekaz wizualny, nie werbalny… Pisarza stereotypowo postrzegamy jako kogoś, kto z pewnością nie śpi na pieniądzach. Tym bardziej tłumacz… Wszystko wskazuje na to, że biznes w obszarze literatury zupełnie się dziś nie opłaca. Mimo to studiowanie języków obcych jest w naszym kraju bardzo popularne, a na uniwersytetach nie brakuje specjalności, na których kształcą się przyszli tłumacze powieści i tomików poezji. Czy bycie tłumaczem literatury w ogóle się opłaca?

Tłumacz literacki to jeden z tych zawodów, do wykonywania którego potrzebna jest pasja. Powołanie, trochę jak w przypadku dziennikarza. Reporter musi czuć potrzebę informowania społeczeństwa i kształtowania lepszej rzeczywistości wokół siebie. Tłumacz natomiast powinien czerpać satysfakcję z poczucia, że wzbogaca rodzimą literaturę o dzieła zagranicznych pisarzy, dbając tym samym o rozwój kulturalny czytelników. Poza tym przyszły tłumacz musi lubić czytać, interesować się literaturą i mieć zacięcie humanistyczne. Sama miłość do obcego języka nie wystarczy, bo literatura to specyficzny twór, który oprócz czysto warsztatowych i gramatycznych umiejętności, wymaga także pewnego rodzaju polotu, umiejętności myślenia metaforycznego, abstrakcyjnego, zabawy słowem. Bez tego wszystkiego trudno będzie znaleźć radość z wykonywania zawodu, który nie jest opłacany wyjątkowo wysoko.

Tak, jeśli jeszcze tego nie wiecie – tłumacz literatury nie zarabia kroci. Tak to zwykle bywa z tego typu zawodami. Zawsze bardziej opłaca się mieć konkretny, specjalistyczny i jak najbardziej użytkowy fach w ręku. Niektórzy z Was pewnie się teraz obruszą: jak to? Tłumacz literatury, np. norweskiej, to nie jest specjalistyczne i konkretne zajęcie? Oczywiście, jednak z punktu widzenia pragmatyzmu do życia bardziej potrzebna jest naprawa uszkodzonej rury przez hydraulika niż przeczytanie dla przyjemności najnowszego kryminału Jo Nesbo. Osoby kierujące się życiowo właśnie tego typu mocnym stąpaniem po ziemi wolą więc zwykle kształcić się na tłumacza przysięgłego niż na literackiego. Niemniej jedna i druga profesja jest bardzo ważna i powinna być traktowana z jednakowym poważaniem. Rozważanie, która z nich jest bardziej użyteczna i potrzebna, to jak dowodzenie wyższości świąt Wielkiej Nocy nad Bożym Narodzeniem. Różnice zachodzące pomiędzy nimi nie pozwalają mierzyć ich jednakową miarą.

A zarzut o wymieraniu kultury książki drukowanej? Głosy na ten temat słyszymy już od dobrych kilku lat, a jednak tradycyjne księgarnie nadal nie upadły. Owszem, równolegle do nich rośnie i rozwija się rynek książki elektronicznej, ale nie jest to wcale trend negatywny. Wręcz przeciwnie – cyfrowe technologie zachęcają do czytania. Książka elektroniczna jest tańsza, można ją kupić szybciej i zajmuje tyle miejsca, co elektroniczny czytnik, który zresztą mieści ich dosłownie setki! W dzisiejszych mobilnych czasach ma to niemałe znaczenie i wcale nie oznacza, że słowo pisane wcale już nas nie interesuje.

Na tytułowe pytanie odpowiadamy więc zdecydowanie: oczywiście! Jeśli tylko jesteś pasjonatem słowa.