Tłumacz to także czytelnik. Nietypowy czytelnik

Aktualności | | |
reading-1223519_960_720

Żeby prawidłowo przetłumaczyć dowolny tekst, należy znać zasady języków oryginału oraz przekładu oraz posiadać umiejętność pracy z tekstem pisanym. Polot, lekkie pióro i kompetencje językowe to jednak nie wszystko. Punktem wyjścia zawsze musi być tak banalna z pozoru rzecz, jak zrozumienie tekstu, z którym ma się zacząć pracę. A żeby zrozumieć, trzeba przecież przeczytać. W warsztacie pracy tłumacza to nie zawsze rzecz oczywista.

Wydaje się absurdalne? Rzeczywiście, ale wystarczy zapytać kilku różnych tłumaczy o ich system pracy, by przekonać się, że wnikliwa lektura powieści od deski do deski przed przystąpieniem do tłumaczenia nie zawsze jest regułą. Większość ekspertów w dziedzinie tekstologii powie, że lektura całości przed tłumaczeniem to jedyna słuszna, ewentualnie najbardziej pożądana z punktu widzenia efektu końcowego strategia. W końcu dzieło literackie nie jest przypadkowym zestawieniem słów, zdań, rozdziałów, tomów. Mało który utwór, pisany nie tylko współcześnie, awangardowo, ale także dawniej, odznacza się linearnym rozwojem fabuły. Najbardziej oczywisty przykład to powieść szkatułkowa. Poza tym jak często zakończenie powieści diametralnie wpływa na zmianę sposobu rozumienia początkowych rozdziałów książki…

Ktoś może powie, że czytelnik zapoznaje się z powieścią właśnie w linearny sposób, więc dlaczego tłumacz nie może dokonywać przekładu w ten sam sposób, czytając książkę tylko kilka stron do przodu? Zahaczamy tu o bardzo złożony problem statusu i roli tłumacza. Bo kim tak naprawdę on jest? Autorem? Pseudo autorem? Fabuły nie kreuje, ale już postać językową tłumaczenia jak najbardziej. Słowo-klucz to w tym przypadku „kreować”. Tłumaczenie bowiem ma jak najbardziej kreacyjny, twórczy charakter. Z pewnością nie jest powielaniem, odwzorowywaniem. Tłumacz nie jest zwykłym czytelnikiem, który poznaje utwór wyłącznie sam dla siebie. On jest pośrednikiem, który musi udostępnić dzieło szerszej publiczności. Jeśli temu celowi przysłuży się podejrzenie zakończenia przed lekturą kilku wcześniejszych rozdziałów, to jest to działanie jak najbardziej wskazane. Czytanie całości ma uzasadnienie np. w przypadku tłumaczeń z duńskiego. W tym języku bowiem łatwo jest pomylić imię żeńskie z męskim. Nieporozumienie może się wyjaśnić dopiero na końcu powieści!

Istnieją jednak także argumenty za czytaniem równoległym z tłumaczeniem. Niektórzy tłumacze twierdzą, że dzięki temu są w stanie głębiej przeniknąć powieść, bardziej wciągnąć się w treść i w konsekwencji stworzyć o niebo bardziej przekonujący, naturalnie brzmiący przekład. Poza tym realia pracy tłumacza często nie pozwalają na spokojne przeczytanie całości przed przystąpieniem do pracy. Czas, czas, czas…